32. Co jest nie tak z „Marsjaninem”?

45818_7
Standardowy

Ludzie w trudnych momentach życia sięgają po różne rozwiązania. Niektórzy załamują się, niekiedy sięgając nawet po ostateczne środki zapobiegania kolejnym nieprzyjemnościom serwowanym przez życie. Inni proszą o pomoc. Co jednak, gdy na pomoc nie ma najmniejszej nadziei, ponieważ jest się na świecie samym dosłownie?

Bohater powieści Andy’ego Weira znajduje się właśnie w takiej sytuacji. Na skutek nieszczęśliwych wypadków zostaje niemalże bez szans na przeżycie opuszczony przez załogę na powierzchni Marsa. Przez kolejne strony będziemy poznawać historię człowieka, który nie tylko nie poddaje się przeciwnościom losu, ale wręcz śmieje się im w twarz. To właśnie dzięki zastosowaniu całej masy (głównie czarnego) humoru powieść nie tylko przekazuje nam całą masę doznań związaną z kibicowaniem (lub nie) głównemu bohaterowi, ale też bawi.

„Marsjanin” składa się z kilku przeplatających się elementów. Pierwszym z nich są rzecz jasna dzienniki głównego bohatera, najobfitsze jeśli chodzi zarówno o wydarzenia, jak i szczegóły techniczne. Mimo naprawdę ogromu wiedzy z różnych dziedzin ścisłych książka zdecydowanie nadaje się dla laików i osób, które na co dzień nie przepadają za naukowymi opisami. Wszystko przekazane jest czytelnikowi w najbardziej przystępny ze sposobów, a w dodatku nie spowalnia biegu wydarzeń. Myślę, że to jeden z powodów dla których powieść ma u mnie naprawdę dużego plusa.

Dzienniki Marka Watney’a mają jeszcze jedną zaletę. Są zwyczajnie ludzkie. Momenty kryzysowe i szczegóły techniczne mieszają się z odniesieniami do dóbr kultury, czy rozmyślaniami na tematy zupełnie błahe i przyziemne nawet (lub zwłaszcza) z powierzchni Marsa. Przez ponad 400 stron udaje nam się poznać głównego bohatera nie tylko przez pryzmat wydarzeń, ale też zapoznajemy się z jego gustem muzycznym czy serialowym. Tworzy to wspaniałą lekkostrawną mieszankę tekstową.

Poza dziennikami w powieści znajdują się też relacje z siedziby NASA, czy też ze statku, którym wraca na Ziemię załoga głównego bohatera. Nie mamy może z nimi zbyt wielkiego kontaktu, w końcu główna oś historii dzieje się gdzie indziej, ale zdecydowanie daje nam to szersze spojrzenie na wydarzenia opisane w książce. Zachowana między dziennikami, a innymi rozdziałami równowaga sprawia, że mimo iż o książce słyszałam trochę niepochlebnych opinii, bardzo szybko udało mi się wsiąknąć w przygody Watney’a.

Co w takim razie jest nie tak z książką, skoro mimo tych atutów krąży o niej trochę niepochlebnych opinii?

Myślę, że „Marsjanin” mógłby z powodzeniem uchodzić za współczesnego Robinsona Crusoe. Do tego stopnia, że książka może się w pewnym sensie wydawać wtórna. Mimo wszystko wydaje mi się jednak, że posiada znacznie więcej plusów niż minusów i zasługuje na swoje miejsce we współczesnej literaturze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>